niedziela, 09 listopada 2008
piątek, 07 listopada 2008
Strona ma problem - a ja mialam oglaszac Karnawal Polskiego Jedzenia!
Kochani, moj blog szwankuje, co widac i slychac! Bardzo Was przepraszam - napisalam do Blox.pl i czekam..
A tu pora na Karnawal Polskiego Jedzenia 4 - z Baru Mlecznego! Powtarzam wiec pytanie (mniej wiecej): Z jaka potrawa kojarzy Wam sie listopad? Ciemne, przytulne wieczory, Swieto Zmarlych, pozna jesien... I zasady: 1. Każdy uczestnik pisze post na własnym blogu na zadane pytanie/temat, informuje o tym prowadzącego. 2. Blog prowadzący wybiera najlepsze posty, publikuje je u siebie. 3. Zwycięzca zadaje pytanie w kolejnej rundzie spotkania. 4. My zastrzegamy sobie prawo do moderowania tematów, jeśli nie mają one związku z: kuchnią polską, barami mlecznymi lub wspomniami z PRL-u. 5. Każda dziesiętna runda wraca na nasz blog. 6. Zwycięzca każdej rundy może być publikowany u wszystkich uczestników - pod warunkiem podania źródła, oczywiście. 7. Każdy może brać udział w karnawale - niezaproszonych uczestników prosimy o podesłanie linka do ich strony Zapraszam serdecznie!:)
środa, 05 listopada 2008
Voices without Voices - life blogging (po angielsku)
Zapraszam do dyskusji na temat wyborów, na żywo!
Nie che mi się gadać!
Choć powiedziałam już chyba i tak wszystko. Jestem zmęczona nicnierobieniem, ale podobno tylko mi się tak wydaje. Im bardziej się angażuję w różne projekty, tym bardziej odnoszę wrażenie, że nic nie robię. Mam kolegę, którego do szaleństwa doprowadza natłok pomysłów w jego głowie. A teraz to i mnie zaczyna atakować - im więcej robie, tym więcej ich mam i zaczynam mieć trudności z selekcją i priorytetami. GabK był i zawsze pozostanie moim pierwszym blogiem, więc o to sie nie martwie, boję sie tylko, że zaniedbam fotografię.
Daję sobie czas do konca listopada - kiedyś mojego ulubionego miesiąca. Załamka, ciekawa tym razem
U mnie to tak klasycznie raz na wozie, raz pod wozem...w weekend spałam, balowałam z dzieckiem, spałam. W poniedziałek miałam ostrą jazdę - w pracy spoko, nowe wyzwania w związku z treningiem z etyki (masa pracy! ale też i fajnej!), Global Voices (strasznie już z tym zwlekałam i trochę też chyba kiepsko to zaczęłam) i imieniny z tatą. Potem jakieś rodzinne nieprzyjemności, szaleństwo. Dziś znów dowiaduję się, że znajomi na Węgrzech po prostu sobie nie radzą, koleżance z Meksyku pomagam znaleźć pracę...w Meksyku, wysyłam kreskówkę z chrząkającym prosiakiem (tak, jest taka) do Kijowa i jakoś nie mogę się połapać w tym, co dzieje się w biurze - ludzie szaleją z braku słońca. Na kofeinie i nikotynie za długo się przecież nie pojedzie. Wolę cygaretki:P Szczęście w nieszczęściu od 24h mam bóle serca, więc ograniczam kawę (nadrabiam czekoladą).
W ostatnim tygodniu poznałam stos niesamowitych ludzi, którzy zaskakuja mnie swoją pomysłowością, energią, życzliwością i znajomością tematu - IT, podcasty, techniki video - aż po samą ekipę Global Voices! Fakt, moje pierwsze posty wywołały słuszną krytykę i nieoczekiwane kontakty. Dały mi też do myślenia (przed kolejnym postem dwa razy się zastanowię i nie będę go wrzucać o trzeciej nad ranem, duh!). Ale ogólnie to właśnie pisanie powoduje, że wracam do normy i do wszystkiego podchodzę z dozą sceptycyzmu.
Inaczej obecnie chybabym nie wyrobiła normy:/ Moje dziecko kwitnie! I mogłam dziś komuś pomóc, a to się liczy! Zaczęłam też pracować na polską wersją Global Voices (będę o nich dużo pisać, więc pewnie zacznę stosować skrót GV), dostępną tutaj. Szukam pomocników! :) Dobrej nocy! karnawał polskiego jedzenia - Bar Mleczny
To już czwarta runda Karnawału Polskiego Jedzenia na Barze Mlecznym i zobowiązana jestem podać pytanie, więc oto ono: Jaką potrawę, jakie jedzonko pamiętacie z listopadowych wieczorów, z medytacyjnych nastrojów Wszystkich Świętych, ze złotych dni i za szybko zapadających nocy? Na odpowiedzi czekam do poniedziałku. Zapraszam gorąco do zabawy! Tymczasem przypominam zasady: 1. Każdy uczestnik pisze post na własnym blogu na zadane pytanie/temat, informuje o tym prowadzącego. 2. Blog prowadzący wybiera najlepsze posty, publikuje je u siebie. 3. Zwycięzca zadaje pytanie w kolejnej rundzie spotkania. 4. My zastrzegamy sobie prawo do moderowania tematów, jeśli nie mają one związku z: kuchnią polską, barami mlecznymi lub wspomniami z PRL-u. 5. Każda dziesiętna runda wraca na nasz blog. 6. Zwycięzca każdej rundy może być publikowany u wszystkich uczestników - pod warunkiem podania źródła, oczywiście. 7. Każdy może brać udział w karnawale - niezaproszonych uczestników prosimy o podesłanie linka do ich strony No to co, piszecie?!
niedziela, 02 listopada 2008
I po treningu z etyki
Trening byl zajefajny! Nauczyłam się tam więcej, niż przez pół roku w firmie (o etyce biznesu, bo o etyce social media to sama sie nauczyłam w ostatnim roku). Krzychu okazał się fajnym chłopakiem, a wieczór z blogerami w Waterstone's całkiem całkiem - nie za duży i nie za skromny. Ot, rozgrzewka przed kolejnymi spotkaniami. Szkoda, że na dzisiejszy obiadek i spotkanie kawoszy się nie mogłam wybrać, ale po prostu już padłam na nos - dosłownie! W południe. I ot, przespałam dzień, a teraz w nocy nie mam co z sobą zrobić..gr...może skończę posty i książkę, bo czytam dość ciekawą.
Jutro Dawid idzie na pierwszą imprezę, więc muszę być w formie:) Coś, co napisałam w czwartek...
No i co
ja mam teraz zrobić? Zastanowić się nad życiem? Napisać post?
Proszę... Jestem w stolicy, o poranku, jakoś to wszystko
surrealistyczne - panie w spódniczkach i panowie w garniturach z walizeczkami
BIEGNĄ do pracy! Czy oni nie mogą wyjść z domu wcześniej, aby tak nie gonić z
krawatem na wietrze?! A ja spaceruję i to akurat w przeciwnym kierunku, co
powoduje, że czuję się jak kosmita i jakaś wielka przeszkoda na ich drodze
do....sukcesu? Ech...mówie wam, warto spróbować takiej jazdy. Jak to człowiek przyzyczaja się do małomiasteczkowych
wygód - zupełnie niezależnie od kraju - i przeraża go wręcz hałas, prędkość i
natłok życia. Nawet same ulice miasteczka Westminster - z drzewkami tak drobnymi, że przypominają
przerośnięte krzewy...z kamienicami przytulonymi do siebie i sięgającymi do
nieba - jak w jakiejś magicznej bajce - sięgającymi do księżyca! Z parkiem
otoczonym ściśle otulającymi go, niebotycznymi budowlami...nawet wspomnianej
przez przechodnia katedry nie zauważyłam! Siedzę w McDonald's (oni mają do dupy jedzenie, ale O.K.
kawę, i wi-fi) I nadal - od trzech lat - grają Dawida ulubiony album, hehe...a
poza tym ten jest bardzo ładny, elegancki, z prawdziwą roślinnością (orchidee)
i takmi tam. Tu już ludzie siadają i uspakajają się! No wreszcie! Ja też się
nie spieszę, bo będę miała długi dzień. Najpierw trening z etyki biznesu. Boję się, bo w UK to
nigdy nie można przewidzieć jakości wiedzy, a ja coraz bardziej staję się
sceptyczna. No zobaczymy! Zależy mi na dobrej poradzie bo moja praca etyka
firmy już lekko utknęła. Po treningu kawa z nowo poznanym Krzyśkiem - też fanem
social media, z którym później idziemy na spotkanie lokalnych blogerów i takich
tam. A potem randka z Anią. Dobry plan, zobaczymy co powiem po południu. Właśnie widzę nową falę żebractwa...biedy...sama nie
wiem, ale jest mi przykro...siedzi przede mną trzech starszych Polaków, którzy
podchodzą do kilentów i proszą o kupon z kubka kawy...za zebrane kupony chyba
można dostać darmową kawę...wyglądają biednie i ewidentnie ingerują w ludzką
prywatność...to przykre, drażniące i w jakiejś części mnie upokażające, że moi
rodacy tak się zachowyją. Kupili teraz jedną kawę. Ciekawa jestem, czy ją razem
wypiją...twarze zaorane czasem, dłonie czyste, ale niezbyt zadbane...taka nowoczesna
forma żebractwa, czy jakaś starożytny sposób na przetwanie? Czy z wyboru, czy
coś ich zmuciło do takiego zachowania. Podeszłabym, kupiła kawę ale boję się,
bo mam laptopa...A oni tu siedzą z walizkami, jeden ma śpiwór w reklamówce
('Shop on-line at DOROTHY PERKINS'). Teraz jeden został z kawą, a dwaj
wyszli...gdzie? Do pracy? Na ulicę? Jezu, normalnie nie rozumiem!!! Wszędzie jest zimno! Na zewnątrz w rękawiczki się ziąb
wciska, w Mac' jest klimatyzacja! Coś się chyba komuś popieprzyło! Spadam...ot, etyki się poucze, może przyda się przykład z
poranka? Ech...
piątek, 24 października 2008
Rozpadam się, brak mi spokoju i inspiracji...
...choć jest już lepiej...to jest gorzej.
Tato z nami zamieszkał, co oznacza, że nie żyję w stałym spięciu (kto się zajmie dzieckiem, jeśli się rochoruję!) i nie musze manipulować między pracą a życiem zawodowym. Jest gorzej, bo z tego właśnie powodu po trzech latach stałej odpowiedzialności nerwy mi puszczają, mam bóle serca, okropne pryszcze i różnorodne inne zachwiania zdrowia... Jest nieciekawie, bo w pracy jest...stagnacja. Zauważam, że mylę języki...ale na szczęście tutaj ich nikt nie zna, więc nie wie, czy mowię po polsku, rosyjsku, czy węgiersku:P Nadal brak mi inspiracji, ale moja stała wewnętrzna siła dawania sobie kopa w dupę działa - poszłam ostatnio na kilka spotkań (artystycznych, blogerowych) i zapisałam się na następne. Ruszam sie troszkę z domu, choć nadal ostrożnie. Na sieci mój UK blog zaczyna miej dość dużą publiczność, więc jakoś poważniej też do niego podchodzę. Jakaś część mnie boi się, że spoważnieję... Bar Mleczny nabiera formy, i stopniowo staje się częścią mojego dnia. Moje dziecko choruje od tygodnia i trochę mnie to już męczy, bo jest nieznośny - nie lubię tych przewlekłych chorób, bo się ciągną i nie widać konca... Tato - mam nadzieję - czuje się dobrze. Dom zmienił się, ale chyba na dobre, choć przyznaje się, że jestem zagubiona - dzielenie się obowiązkami jest trudne - nie wiem, za co się zabrać... A poza tym - jutro jadę odwiedzić Javiego - nie widzieliśmy się od miesiąca. Fajny związek, nie?;) No cóż, przynajmniej zobaczę Coventry. I powoli jakoś przymierzamy się do przeprowadzki do Oksfordu.
piątek, 17 października 2008
Karnawal polskiego jedzenia 3 - raz jeszcze
'Czego Wam najbardziej brakuje z PRLu i dlaczego? Np. kredek bambino czy wypasionej wieczorynki w niedziele.' - pyta druga zwyciezczyni poprzedniego karnawalu, Polka w Yorku. Na cale szczescie nie zostalysmy poproszone o wybranie jednej rzeczy, bo mi osobiscie brakuje kilku. 1. Brakuje mi kolek zainteresowan. Przede wszystkim naszego gackiego (Gac to nazwa wioseczki,w ktorej chodzilam do podstawowki, pod Lancutem) kolka fotograficznego. Najzabawniejsze w tym kolku bylo to, ze straz w ciemni pelnilismy parami, a reszta grupy grala w siatkowke. Ale i tak nazywalismy sie kolkiem fotograficznym. Nie wywolalismy chyba ani jednej fotki, ale zabawa byla przednia! Zreszta milo bylo wiedziec, ze nauczyciele zostaja z nami po lekcjach na chemie, matematyke, polski - jesli bylismy tym zainteresowani. Kochalam pania Wilk, ktora to kochala nas, kochala tez harcerstwo i wpajala nam jego podstawy w najlepszej formie. I byla zawsze taka kochana - nawet jak bylismy glosni, ona zawsze upominala nas cichutko... 2. Brakuje mi szkolnych apeli. Te pozniejsze z odmawianiem modlitw juz do mnie nie przemawialy. Te PRLowskie, z wystepami (genialne bylo wystawianie Anielki z jakims pluszowym psiakiem, ktory ewidentnie caly czas sie wywracal, zamiast 'biec' itp itd), spiewem ('wiejska dziewczyna w tym wiejskim stroju' hehe - a w sumie w krakowskim), tancem (w getrach, na sportowo, tamtararam!). 3. Brakuje mi takich kartek Bozonarodzeniowych: ![]() I takich malych zajaczkow, podobnych do tego na powyzszej kartce - mialam takie ozdoby choinkowe, jakby dmuchane, ale w ksztalcie takich zajaczkow - kochalam je!
4. Brakuje mi mody na Syrenki! ![]() Ale przede wszystkim, choc wymieniam na koncu: 5. Brakuje mi POCHODOW PIERWSZOMAJOWYCH! ![]() (Nawet tego jednego, kiedy zamiast na lokalny stadion sportowy zaprowadzono nas do przychodni napis sie czegos paskudnego o nazwie jodu, jodyny czy jakos tam;)) Pochody byly, sa i beda niezapomniane. ''I brakuje mi z PRL-u barow mlecznych.'' (to od dzis moje haslo pod-postowe, bede Was nim gnebic) No to co, wygralam?;) Karnawal polskiego jedzenia 3
Musze przyznac
szczerze, ze pisalam juz na Barze Mlecznym o mojej pierwszej potrawie, ale chce
napisac po raz kolejny, gdyz bylo to dla mnie ogromne przezycie. Otoz ja zawsze
bardzo kochalam sady – wiecie, nie ma nigdzie na swiecie takich jabloni jak w
Polsce! Jak bardzo mi ich brak! Jak bylam ostatnio w Polsce calowalam pnie
drzew, tulilam sie do nich... W moim
dziecinstie mialam szczescie, bo rodzice posiadali ogromny sad, w ktorym
spedzalam kazda wolna chwilke – przed i po szkole. W ogole mnie nie by w domu!
Kochalam ogrod, sad, park – kazde drzewo i kwiat. Uwielbialam sledzic zmiany
por roku, kazde drobne gniazdo, kazda nowa roslinke. Wiosna czekalam na fiolki
– od takich paczkow wystajacych z gleby ziemianki (bo tam bylo ich najwiecej) –
znalam je bardzo dobrze. Potem czekalam na stokrotki, i na krokusy i inne
cebulkowe kwiaty. Latem kochalam sie w rozach – to roze wlasnie byly moim
pierwszym obiektem fotograficznym, te z naszego ogrodu. Jesien to okres
orzechow wloskich, ktore czasem – niecierpliwa – rozbijama i zjadalam jeszcze
biale! Zima natomiast byla BIALA – zakrywala pola, swierki, wielka lipe i
ukochany dab puchatym pylkiem. Pewnego dnia rano wstawalam i zastawalam
wszystko ‘ubrane’ w snieg. To wlasnie te
miejsca dodawaly mi otuchy, bo bylam raczej samotna osoba, i dopiero po kilku
latach wypracowalam sobie przyjazn. Wracajac do sadu
– pierwszym drzewem w sadzie przynoszacym jadalne owoce bylo drzewo tuz pod
domem, na ktorym pojawialy sie czeresnie. I to zawsze jakos tak z zaskoczenia.
Pamietam, iz wiele razy mijalam je w biegu do domu na obiad, i zawsze, kazdego
roku, zaskakiwal mnie porazajaco krwisty kolo przeswitujacy przez liscie
czeresni. Takiego wlasnie
dnia zbieralam pierwsze owoce lata. Kochalam sam akt zbierania ich i
przynoszenia do domu. I takie wlasnie
owoce byly pierwszym skladnikiem moich pierwszych pierogow, ktore opisalam na
Barze. Przyszlam do domu i zapytalam – co z tym zrobic. Mialam moze 11 lat?
Tato wreczyl mi Kuchnie Polska, pokazal co i jak i...zostawil. A ja swietnie
sie bawilam ugniatajac, walkujac, wycinajac, lepiac i w koncu gotujac. Cala
rodzinka cieszyla sie z inicjacji – w koncu smakowala ona pierwszymi owocami
wlasnych czeresni tamtego lata. Dla mnie niezapomnianego! (w odpowiedzi na zaproszenie do Karnawalu Polskiego Jedzenia, ktory opublikowala Sihaja, zapraszam, kazdy moze:) Odezwy, listy itp
'to do Was lasie. Bardzo lubie, gdy zaczyna sie ostro, adekwatnie do sytuacji. Jolinda napisala wczoraj odezwe do pan, ktore daja sie zapedzic w kacik szarej myszki. I slusznie, calkowiecie sie z nia zgadzam. A ja akurat wczoraj zaczelam zbierac rezulaty mojego postu '50 powodow umawianai sie z blogerka' i nie moge sie nadziwic, jak ludziom brakuje takich rozmow, bo komentuja:) A ja lubie jak ludzie komentuja...czy pracujemy, czy mamy jakies hobby (a nie daj boze 'meskie', bo z ta plcia zwiazane bylo wstepnie IT) panowie odnosza sie do nas z lekkim usmieszkiem. Ja sama spotkalam sie z tym w mojej firmie, gdzi ekoledzy na wyzszych stanowiskach nie chcieli sluchac moich pomyslow zwizanych z kampaniami opartymi na blogowaniu. Stopniowa nabierali do mnie zaufania (dlaczego stopniowo i dlaczego musieli nabierac, to do dzis nie wiem) po cholernie udanym projekcie, ktory musieli mi powierzyc, bo tylko ja znam polski:P Ot, i prosze, poszli sobie do klienta, a ten im powiedzial, ze nasze wyniki na polske 500% przekroczyly oczekiwania (nasze i ich) a co lepsze zgadzaja sie z ich badaniami...hehe...no a teraz to im sie oczka otwieraja, jak poznaja blogerow z Londynu, ktorzy czytali moj blog. Zaskoczeni, cholera jasna! żeby Was kopnąć w zakompleksione dupkensy.' Wiecie co, to po prostu frustrujace! Ale tez doszlam do wniosku, ze po prostu trzeba to im wtlamsic do glowy - a w marketingu to juz w ogole - chwalic sie, stawiac na swoim, i zawsze, ale to zawsze chciec wiecej. Tak, prosic o treningi (sama je sobie znajduje, sama sie zapisuje, szefowi tylko tlumacze po co i dlaczego placi - bo juz mi ufa, nie?:)). Sama czekam az sie innym sypnie, choc ostrzegalam, i dopiero wtedy pomagam. A co... Ale tak pod koniec dnia to smutno, ze to co ich kosztuje 10 min, mnie kosztuje 30 min tlumaczenia. Przykre i nie fair. Choc, przyznaje, ze tak ogolnie firme mamy bardzo kobieca - w stosunku do innych - i kazdy tego typu problem dwaj szefowie szybko eliminuja. Tylko kiedy ich nie ma, koledzy glupieja i...gluchna. Ale, ale, to juz ich problem;) Wiec, kolezanki - prosze miec o sobie normalnie - nie za niskie, nie za wysokie mniemanie; prosze sprawdzac sie praca i rezultatami, nie miniowka; i blagam, jesli trzeba, to edukujcie kolegow. To zreszta chyba dziala w obie strony...milego piatku! btw A o moich rozwazaniach na temat sukcesow blondynki zapomnijcie - jako brunetka tez swietnie sobie radze;)
wtorek, 14 października 2008
Trzeci Karnawal Polskiego Jedzenia
To już trzeci tydzień naszego Karnawału Polskiego Jedzenia! Czekamy na zwycięzców poprzedniego: Sihaję i Polkę w Yorku na opublikowanie ich pytań a tymczasem przypominamy zasady: 1. Każdy uczestnik pisze post na własnym blogu na zadane pytanie/temat, informuje o tym prowadzącego. 2. Blog prowadzący wybiera najlepsze posty, publikuje je u siebie. 3. Zwycięzca zadaje pytanie w kolejnej rundzie spotkania. 4. My zastrzegamy sobie prawo do moderowania tematów, jeśli nie mają one związku z: kuchnią polską, barami mlecznymi lub wspomniami z PRL-u. 5. Każda dziesiętna runda wraca na nasz blog. 6. Zwycięzca każdej rundy może być publikowany u wszystkich uczestników - pod warunkiem podania źródła, oczywiście. 7. Każdy może brać udział w karnawale - niezaproszonych uczestników prosimy o podesłanie linka do ich strony. Czekamy z niecierpliwością na kolejne pytania!:) (podszepnę, że Sihaja już jedno pytanie zadała, i bardzo mi się ono spodobało) Dlaczego tak trudno cieszyc sie, gdy przyjaciele cierpia? Spotkalam dzis kolezanke, wlasciwie przyjaciolke (im starsza tym ostrozniej wybieram przyjaciol), ktora - jak sie okazuje - poronila! A tak bardzo chciala miec dziecko!!! To takie niesprawiedliwe!!! Jej facet okazal sie chamski i za wszystko ja winil, robil wyrzuty i w ogole sie nie zachowal - bo 'nie chcial dziecka' i poczul sie 'manipulowany' (dodam, facet jest po czterdziesce, ma wlasna knajpe i super swobodne zycie, i wiedzial, ze dziwczyna ma owulacje - to czego sie spodziewal???) a nawet nie sa razem!!!
Potem wieczorem uslyszalam, ze wnuk znajomych po dlugich probach ustabilizowania fobii ,w jego domu (lekami i lekarzami) wyladowal na psychiatrii z powaznymi zaburzeniami, a ojciec zlozyl zeznanie, ze matka jest temu winna (ojciec, ktory dzieci zostawil; matka, ktora dziecmi sie zajmuje!). Swiat sie wali... A ja? Ciesze sie, ze po takim dniu w ogole sie nie zdenerwowalam na Dawida marudzenie i ze nie widzial mojego smutku. Ciesze sie, ze moje problemy i ostatnio przezyte zawody (mimo, ze nie pisalam, bylo ich kilka w ostatnich dniach) sa rozwiazywalne. Ciesze sie, ze Karnawal Polskiego Jedzenia nabiera ksztaltow, bo wierze - nieskromnie, ze to fajna sprawa. Ciesze sie, ze tato przyjezdza z nami zamieszkac na jakis czas. Ciesze sie, ze wlasciciele domu zgodzili sie na moja propozycje wystawy fotografii abstrakcyjnej pt. KWIATY w ich przecudownym ogrodzie w ramach przyszlorocznego festiwalu sztuki Oxford Artweeks. Zobaczcie ponizej! Jesli sie spisze i postaram, to bedzie to wyjatkowe przezycie dla gosci a co za tym idzie - i dla mnie. Dochody z wystawy zostana przeznaczone na akcje charytatywna wybrana przez wlascicieli ogrodu. Juz dzis zapraszam w maju 2009! ![]() ![]() A ja? Nadal mi smutno! Nie wiem, jak pocieszyc kobiete po takich przejsciach, macie jakis pomysl?:/
poniedziałek, 13 października 2008
Bylam, widzialam, wrocilam...i napisalam juz wiele tu, wygadalam sie, ale pragne tylko zaznaczyc jedno - brak mi cholernie polskiej zlotej, i polskich drzew - dotyk kory polskiego drzewa jest nieporownywalny z jakimkolwiek cudem natury na wyspie...ech, szkoda, ze nie mozna polaczyc milych i kolorowych osobowosci z piekna natura, szkoda:P
Ot co, polska jesien tak na mnie podzialala (nie ukrywam, iz opis nowych trendow w modzie w Twoim Stylu tez sie do tego 'lekko' przyczynil, hehe), ze zostalam brunetka, i lepiej mi w tym w te deszczowe dni:) Czy nie wygladam jak Ula Dudziak? (Moze tylko chcialabym:P) ![]() btw, podoba mi sie robienie takich fotek - pamietam wystawe z Kolumbi, gdzie chlopak przez ladnych pare lat to robil i sciagam z niego - to pierwsza:)
środa, 08 października 2008
Dlaczego zmieniam szablon?
Jest kilka
powodów, więc może umieszczę to w formie listy... 1. Blogowanie
nabiera rozpędu i znaczenia w moim życiu prywatnym a zaczyna też koegzystować z
pracą. Jeśli nie wiecie, to powiem, że pracuję jako etyk w firmie zajmującej się
marketingiem szeptanym, czyli jestem w stałym poptencjalnym kontakcie z
blogerami z różnych krajów i sfer zainteresowania. Blogowanie jest dla mnie
sprawą prywatną i moje opinie nie mogą byc brane za opinie firmowe (oczywiście
staram się tego przestrzegać) jednak podejmowane tematy mogą odzwierciedlać
moje zainteresowanie siecią – to chyba naturalne. Praca jest ważną częścią
mojego życia, więc ma wpływ na to, które opisuję na stronie. 2. Im więcej się
uczę o blogowaniu i obecności na sieci, jej roli w życiu codziennym, tym
bardziej pragnę usprawniać tę stronę. Widać więc będzie zmiany w wyglądzie i w treści – raczej nie zmiany,
udoskonalenia. Staram się także ujednolicić moje inne strony pod względem
wyglądu, wiec za punkt wyjściowy biorę stronkę zaprojektowaną przez Elfkę. Dla
porownania polecam mój angielski blog. Długo się
zastanawiałam, czy nie przenieść mojego bloga na Wordpress, ale doszłam do
wniosku, że lubie blox.pl. Lubię funkcjonalność, lubię polskość a przede
wszytkim lubię ludzi, którzy tu blogują. A jak Mahomed nie do góry, to może
góra przyjdzie do Mahomeda – może funkcjonalność WP pojawi się kiedys na
blox.pl?:) Mam nadzieję, że
szablon kate_mac,
który stosuję za pobstawę wyglądu GabK jest bardziej prosty i miły dla oka, niż
mój poprzedni. Będę się też starała
dobierać znaczące widgety, aby nie zaśmiecać strony. 3. Zaczynają mnie
kontaktować firmy zajmujące się promocją on-line, co oznacza, że ktoś gdzieś
uważa mój blog za dobry. I dobrze. Pragnę jednak zaznaczyć, że nie jestem fanką reklam na blogach. Jako, że
wyznaję filozofię ‘live and live’ nie przeszkadza mi, że ludzie kontaktują się
ze mną w tej sprawie, ale nie chcę zamieszczać reklam na moich blogach. Po
pierwsze nie czuję potrzeby zamieszczania ich na moich prywatnych stronach –
chcę, aby moi czytelnicy mieli prostą, przyjazną stronkę do poczytania. Po
drugie pracuję w pozycji, w której byłoby to sprzeczne z interesem mojej firmy.
4. GabK jest moim pierwszym blogiem, więc chcę, aby to moje dziecko ładnie wyglądało i łatwo ‘się czytało’, ot co. (opinie zawsze mile widziane)
wtorek, 07 października 2008
Niebieski - Bogdan Sosnowski
![]() Chcialabym powiedziec, ze ten post bedzie o Bogdanie, ale nie do konca...czesc bedzie o mnie. Dzisiaj dowiedzialam sie, ze obrazy Bogdana Sosnowskiego sa dostepne w calkiem przyjaznych cenach, i postanowilam zerknac na jego portfolio. Juz wczesniej pokazywaly sie one na sieci, chocby tutaj, czy na wystawach (jak ta tutaj), nie sadzilam jednak, ze znajde cos, w czym od razu sie zakocham i bedzie mnie na to stac! A oto dzecko, które sobie zarezerwowalam: ![]() Bo ja jak glupia jakos mysle, ze nie moge sobie pozwolic na piekno, ze jest ono niedostepne dla smiertelnika, nie? Drodzy Smiertelnicy, jak jestescie zainteresowani obrazami Sosnowskiego, dajcie mi prosze znac na sylwiapresley[malpa]gmail.com albo napiszcie do autora (na jego stronie jest mail). Sa osiagalne, tylko my nie zdajemy sobie z tego sprawy... Milego popoludnia! Cholerna samoocena!
Przygotowywalam sie do dzisiejszej rozmowy z szefem od miesiaca. Zostalam poproszona o napisanie kodu etycznego naszej firmy.
Dzis patrze na to inaczej, lecz od miesiaca nie moglam spac (alez sobie pospie dzisiaj!), nie moglam sie na niczym skupic, tylko cholernie nerwowo czytalam wszystkie dostepne na sieci materialy, ksiazki, zapisalam sie na kurs etyki biznesu...wszystko aby tylko napisac ten glupi dokument. Jeszcze w piatek mialam tylko wstep. Bo kod etyczny to doprawdy jedna strona A4 a jednak sluzy za podstawe etyki calej firmy. Mialam wielkie obawy bo marketing szeptany to dosc specyficzny biznes i choc sama jestem blogerka, wiem ja zroznicowane jest pojecie etyky na sieci! A my z ludzmiz sieci przeciez pracujemy, sami mamy blogi. I to wszystko spisac w kilku zdaniach i formie, ktora zadowala wszystkich - nas, klientow, blogerow...ech.. I wiecie co? Po miesiacu studiowania tematu i zastanawiania sie nad etyka tego,c o do tej pory na sieci sie dzialo...usiadlam w kilka dni i napisalam calkiem dobry tekst. Szef niczego nie dodal, tylko kilka wyrazen poprawil, kilka zdan skreslil, bo sie powtazalam. Ladnie mi wyszlifowal! Jestem w szoku, bo lubie gdy mentor mnie poprawia, rozszarpuje tekst i musze zlozyc od poczatku. Tu chyba jednak zaskoczylam go metodyka podejscia do sprawy...bo swierdzil, ze 'co jak co, ale etyke mamy zajebista, i tak trzymac!':) (zawsze sie staralismy o dosc etyczne podejscie do marketingu). Mam to juz wiec za soba, a teraz tylko nieustanne udoskanalanie tego cholerstwa... Zastanawiam sie jednak, dlaczego tak cholernie sie stresowalam? Przez 6 lat studiowalam pisanie takich tekstow na Amerykanistyce, i WIEM, ze sobie moge z tym poradzic, a jednak...bylam sparalizowana tym obowiazkiem...po prostu nie moglam sobie z tym emocjonalnie poradzic, choc robilam...tyle mnie to nerwow kosztowalo! I to wlasnie, drogie panie, jest dlugotrwaly efekt przemocy w rodzinie, bo jak Ci facet powtarza, ze do niczego sie nei nadajesz, to po jakims czasie zaczynasz miec taka wlasnie samoocene. To straszne, ale prawdziwe. Musze wiec teraz podchodzic do samej siebie z doza sceptycyzmu, o:P Ech, zycie, nie?
niedziela, 05 października 2008
Karnawal polskiego jedzenia 2
Cholera, nie dosc, ze nie mialam w weekend dostepu do sieci, to jeszcze i teraz mi slabo dziala, pisze wiec szybko. Tym razem w karnawale Baru Mlecznego zainteresowal mnie drugi temat - plusy i minusy zycia na emigracji, czyli w Anglii.
Jednym wielkim plusem jest to, ze bardziej odpowiada mi wiekszosc elemnetow brytyjskiej mentalnosci, a to jako efekt tutejszego prawodawstwa. Oszczednosc, freecycling, szacunek do roslin i zwierzat, swiadomosc ochrony srodowiska. Swiadomosc ochrony praw czlowieka i super system pomocy socjalnej - z ktorego niestety przyszlo mi korzystac. Super wyksztalcona policja - przynajmniej ta do spraw rodzinnych. System prawny przyjazny problemom w rodzinie, ekonomiczny. Podoba mi sie ostry podzial miedzy praca a prywatnym. Ciesze sie z zewnetrznych objawow hipokryzji - wszyscy sa uprzejmi i tolerancyjni - i nawet jesli tylko dlatego, ze sa do tego zmuszeni prawem czy spolecznymi normami - ja osobiscie mam w dupie ich prawdziwe podejscie, bo sama dosc ostro selekcjonuje sobie przyjaciol, wiec znam ich prawie na wylot. Z reszta ludzi latwiej sobie poradzic, jesli sa mili. Nie ma chamstwa, a jesli jest (telefon komorkowy w Globe podczas przedstawienia 'Krol Lear') to jest calkowiecie gnebione! Duzym plusem jest psychologiczne wyksztalcenie pan w przedszkolach! Jestem pod ogromnym wrazeniem ich profesjonalizmu i choc wydaje polowe wyplaty na przedszkole (na papierze, bo dostaje zwrot podadkow, nie jest tak tragicznie!) to wiem, ze Dawid jest pod opieka osob, ktore sa mu druga mama i rozwija sie bezustannie. A ja moge spokojnie angazowac sie w prace, bez zmartwien. Podoba mi sie multikulturalizm i szacunek do tradycji. Szkoda, ze ta polska jeszcze jest w cieniu... I tu do negatywow: dystans, jaki zachowuja Brytyjczycy do swoich znajomych utrudnia ich poznanie, i zaprzyjaznienie sie - ludzie przyjaznia sie i lacza sie w pary...w pracy...bo tam sie dobrze poznaja! Nie za bardzo widze jakies sposoby na spedzanie wspolnie czasu poza praca i pubem. Ludzie nie zapraszaja sie do swoich domow, nie dziela pasji, nie podrozuja tyle ile my, Polacy. Dopiero na emeryturze sie ruszaja z domu a i to na zorganizowane spacery po okolicy:( Nie lubie agresji. Nie lubie faktu, ze uderzenie kobiety w pubie jest dopuszczalnym zachowaniem - jest zartem! Nie pojmuje, ze upicie sie i chamstwo (czy ja wczesniej pisalam, ze go nie ma? hm...) oraz wystwianie dupy na ulicy moze byc norma...Czytalam i wiem, ze pijactwo mlodych dziewczat oraz tendencje samobojcze 30-letnich mezczyzn to nowe trendy. Przeraza mnie to - panie zachowuja sie jak panowie, a panowie nei potrafia sobei z tym poradzic? Do czego - poza swietna opieka spoleczna - doprowadzil ostry brytyjski feminizm?! A po trzecie nie lubie ignorancji i niedouczenia...nie umiem na nia reagowac. Gdy musze tlumaczyc szefowej, czym jest intranet lub czytam, ze kolezanka w pracy przekonana jest (i glosi wszystkim!!!), ze w Azji mowi sie jezykiem azjatyckim a statki nawet w czasach starozytnych mialy motor...chowam sie, nieruchomieje - bo boje sie nawet drgnac, aby nie pokazac wzgardy, bo nie wypada...bo sama w koncu tez nie jestem chodzaca encyklopedia, no ale bez przesady...i ze kolega jezdzi autem od lat, ale nie umie zmienic kola...takie tam.... Ogolnie rzecz biorac ja tutaj z moja wiedza i wyksztalceniem jak na razie spoko sobie radze, a dziecko bede douczac w domu. Wazne, ze mam warunki na jego opieke i dobre wychowanie, czego nie moglabym sie dorobic w Polsce lub na Wegrzech. Poza tym w mojej sytuacji bylabym ofiara wielu stygmatow, o ktorych wole nie myslec. W Anglii moge zyc, rozwijac sie i oddychac i mam nadzieje i szanse na dobra przyszlosc dla dziecka. A to chyba najwazniejsze.
piątek, 03 października 2008
Wordpress
Przenioslam sie na Wordpress, bo mam juz dosc Blogger'a. Jest super na poczatku, ale jak czlowiek chce poblogowac powazniej, to juz sie sypie.Gazeta.pl przeniosla poczte na gmail, moze zdecyduja sie kiedys zainwestowac w przeniesienie blox.pl na Wordpress? To juz by byla idealna sytuacja:) Zapraszam do angielskiego blogu z fotkami.
czwartek, 02 października 2008
Dziwna radość...
...do tego stopnia, że jestem pełna energii, a już mija północ!
To nowe zadanie implementacji oprogramowania przyprawiło mnie o dobry humor...a może to fakt, że zaczeliśmy z Dawidem się bezwstydnie byczyć? Codziennie wracamy szybko do domu, jemy i znikamy w sypialni, gdzie czekają na nas fajne filmy (jeśli ktoś zobaczy Kung Fu Pandę na DVD proszę dać mi znać, sama się jej nie moge doczekać a w kinie przegapiliśmy). I tak sobie przewracamy się z boku na bok, jemy w łóżku, pijemy kakao (raczej on) i tulimy...tak po jesiennemu...tak w formie przygotowania do listopada:) W firmie już lepiej. Kilka osób zaczęło się do mnie lepiej odnosić, bo ich praca teraz ode mnie zależy. A mnie samej jakoś lżej na sercu, bo wprowadzamy system oryginalnie ze Stanów, więc dość często będę miała do czynienia z mentalnością, która o wiele bardziej mi odpowiada (na krótką metę, w codziennej komunikacji, Amerykanie są bezpośredni i mówią o konretach, a tego mi w UK brakuje w środowisku biurowym). Zauważyłam też, że w marketingu trzeba być głośnym i po prostu się PRZECHWALAĆ....to kolejne dość nieznane mi pojęcie, bo ja raczej wolę udawadniać rezultatami, kim jestem i co sobą reprezentuję. A tu nie - trzeba kawę na ławę w pięknej oprawce sloganów marketingowych, których muszę się nauczyć jak słówek - zacznę chyba notować...zaczęlam od zamówienia sobie Moo Cards - podobno to obowiązkowy format wizytówki blogera. Voila, obaczym. Niebawem będę mogła podjechać do Londynu i dołączyć do grona lokalnych blogerów marketingowych, ale mam opory...to co widzę, to jakieś podobne do pesztenskiego zauroczenie wielkim Londynem, karierą, znajomością z odpowiednimi ludźmi...ile w tym wszystkim poważnego blogowania z sercem? Też obaczym... Zmykam spać...mój lepszy nastrój uwidacznia się na UK blogu. Myślę o zmianie tego szablonu, ale na co? Nie widziałam nic ciekawego, chyba, że kwiatki Elfki, które dla mnie namalowała na portfolio...hm..pomyślę...
wtorek, 30 września 2008
Wkurwiona
I piszę to tak, jak się piszę - błagam, pozwólcie mi choć tu poprzeklinać...Cała moja firma czyta mojego angielskiego bloga:P A ja znów mam kryzys. Bo ja sobie radzę, tak? Nawet świetnie! Wychowuje dwulatka, i trzymam go na poziomie pasa, więc nie wchodzi mi na głowę. Piszę kilka blogów i dość szybko uczę się więcej o sieci i o tym, w czym pracuję - i czuję się jak dziecko - naiwna, w pieluszkach ale też nieszkodliwa. Cool. W pracy - jak tylko jest stagnacja, coś się sypnie - jak to w firmie marketingowej. Jak tylko się nudzę lub skończę, lub wreszcie znajdzie się osoba do zrobienia - dostaję nowe 'lekkie zadanie' (dziś zostałam zrobiona odpowiedzialną za implementacje oprogramowania do zarządzania firmą...w 30 dni - banał, not - w porównaniu z tym pisanie kodu etycznego to pestka, a i w przerwach się zmieści). Za miesiąc będę ziać etyką i oprogramowaniem do jej rozgryzania - i rozgryzania tego, co robią i jak się obijają inni:P To wszystko znoszę z DUMĄ, uśmiechem, radością, bo doceniam fakt, że sobie radzę i że cokolwiek się w życiu działo/dzieje ja zawsze z podniesioną głową. Ale pewne szczegóły doprowadzają mnie do wrzenia, powodują, że ogarnia mną stuprocentowa nienawiść i gniew i mam ochotę niszczyć i kląć...i żałuję, że trenowałam AIKIDO bo tłuczenie talerzy nie wchodzi w gre... Takie szczegóły...jak obietnica ojca mojego synka (po separacji), że się z nim w czwartek spotka, a dziś mail, że 'chyba (patrz: jestem ważny, nic nie jest pewne) się nie wyrobi (patrz: jestem ważny, bo jestem zapracowany), bo musi posprzątać mieszkanie (patrz: mam nową pracę, wyjeżdżam, to priorytet). Co tu dodać...niech już się pakuje i jedzie poderwać jakąś Czeszkę (praca podobno ma go trzymać miesiąc w UK, miesiąc w Czechach; patrz: z każdym dzieckiem zostaję na max 3 latka, potem robie nowe). Jak na mam nie być wkurwiona takim banałem? No jak???? ...? (Update: po tej akcji jeśli ktokolwiek mi powie jeszcze kiedyś, że żal mu tego gnoja to 1. zacytuję ten mail 2. stracę do tej osoby szacunek) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
00.Kontakt: sylwiapresley[at]gmail.com
0.FORUM
1_private
2_galleries
3_friends
4_favki:polskieblogi
5_info
6_web2.0
7_artysci
8_tech
|